wtorek, 18 marca 2014

Rozdział 3 

" Potrafię wybaczyć... być szczera do bólu."

 Nie mogła na to patrzeć jak moja przyjaciółka cierpi. I to przez chłopaka. No bo przecież chłopcy w tym wieku to jeszcze dzieci. A dzieci to dzieci, szybko zmieniają zdanie. 
W czasie kiedy Oliwia zadręczała się pytaniami, co z nią nie tak, ja pojechałam do Legnicy. Do mojej dobrej koleżanki. Chciałam zostać, żeby Oliwia nie była sama, ale ona powiedziała tylko:         
- Jedź nie możesz wiecznie tu ze mną siedzieć. Już się umówiłaś z Marysią więc jedź. I baw się dobrze. 
- Jesteś pewna.? -zapytałam
- Tak, Paula jestem pewna.- odpowiedziała
No więc pojechałam. Miałam tam być prawie cztery dni. Marysia przyjechała po mnie, bo ja nie miałam czym dojechać. Już w samochodzie gadałyśmy w najlepsze. Ona opowiedziała mi o chłopaku, w którym jest zakochana. A jaj jej o tym, który mi się podoba. Śmiałyśmy się, wygłupiałyśmy, a Marysi tato razem z nami. Bardzo lubiłam jej ojca. Był taki "dobry". Wiem to badziewne określenie, ale on właśnie taki był. 
Marysia.
Dość szybko dojechałyśmy na miejsce. Marysia umówiła się z koleżankami, bo chciała mnie z nimi poznać. Zaniosłyśmy moją torbę na górę do jej mieszkania i zeszłyśmy. Po przywitaniu się z jej znajomymi postanowiliśmy iść na lotnisko. Nigdy tam nie była, więc wszystko było dla mnie nowe. Bardzo dobrze się z nimi czułam. Bawiliśmy się znakomicie. Czas szybko leciał, więc nim się obejrzeliśmy musiałyśmy wracać do domu. Już u Marysi, rozmawiałyśmy o tym co, było najważniejsze. Przynajmniej dla nas. Tak więc rozmawiałyśmy o chłopakach.  Janek, chłopak, w którym Marysia była zakochana wydawał mi się całkiem spoko. Marysia dużo o nim opowiadała. Gadałyśmy praktycznie całą noc, aż w końcu zrobiłyśmy się senne. 
Na drugi dzień poznałam tego jej Janka. Chociaż "poznałam" to za dużo powiedziane. Z tym Jankiem był pewien chłopak - Marcel.
Tego samego dnia tylko, trochę później poszłyśmy z Marysią na taką ławkę przy drodze. Bardzo mi się tam spodobało. Tam rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy.
Janek.
Te cztery dni szybko zleciały i nim się obejrzałam, już musiałam wracać do domu. W poniedziałek czekała na mnie szkoła.. no i treningi.
Marcel. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz